Materiał Partnera Tradycyjne zioła, czyli zdrowie nie tylko na talerzu

Tradycyjne zioła, czyli zdrowie nie tylko na talerzu

Zioła od niepamiętnych czasów stanowią naturalne leki, a także służą poprawianiu urody i wzbogacają smak potraw. Pomimo świadomego odchodzenia od ziołolecznictwa, wciąż kultywujemy tradycje praprzodków, kiedy jemy pieczeń z dodatkiem czosnku, drób doprawiany estragonem czy sałatki z majerankiem.

Ziołolecznictwo – tradycja stara jak ludzkość

Zioła w leczeniu różnych chorób i dolegliwości wykorzystuje się od stuleci. Zanim pojawiła się tradycyjna medycyna, a człowiek uzyskał odpowiednią wiedzę do stosowania zabiegów chirurgicznych i farmaceutyków, rośliny o właściwościach leczniczych stanowiły podstawę wspomagania różnego rodzaju kuracji. Nasi przodkowie opierali się na znanych sobie specyfikach w sposób magiczny, czyli nawiązujący do wierzeń w czary i pogańskich bożków, a leczeniem i ziołowymi terapiami zajmowały się kobiety zazwyczaj mieszkające gdzieś na odludziu, w lasach, traktowane z obawą przed niezbyt zrozumiałymi koneksjami.

Z czasem wraz ze wzrostem świadomości społecznej zaczęto odchodzić od przesądów, a zioła lecznicze sadzono w ogrodach przydomowych, dzięki czemu można było zawsze po nie sięgnąć w potrzebie. Zanim powstały miasta, zapotrzebowanie na żywność, odzież i leki pokrywane było we własnym zakresie, dlatego zarówno te celowo sadzone przy domu, jak i te zbierane w naturze rośliny lecznicze i przyprawowe stanowiły jeden z elementów zaopatrzenia domowych spiżarni. Wśród tych najpopularniejszych występowały takie rośliny, jak mięta, rumianek, szałwia, bylica piołun, babka lancetowata, mniszek lekarski czy dziurawiec, a także wiele innych mniej lub bardzie znanych naszym przodkom.

Ziołowe kuracje w domowym zaciszu

Spędzając większość czasu w gonitwie między pracą, szkołą i domem zapominamy, ile możemy zawdzięczać naturze. Kilka pokoleń wstecz to wyłącznie ona utrzymywała ludzi, będąc dostawcą pokarmu, odzieży i leków. Cywilizacja przetrwała kilka tysięcy lat zanim pojawiły się technologie, fabryki i sztuczne tworzywa. Natura była apteką, w której znalazły się zioła na większość dolegliwości. Dziś już niewiele osób zna działanie tymianku czy babki lancetowatej. Czasami jeszcze stosowane są zioła na przeziębienie, jak owoce malin czy kwiat lipy. Na działkach i w przydomowych ogrodach nikt już nie uprawia czarnego bzu, a zamiast lubczyku sadzi się hortensje albo rododendrony. Pomimo tej ograniczonej wiedzy i powszechnego pokładania wiary w farmaceutykach, zioła nadal stanowią ważny element naszej diety, ponieważ coraz częściej wykorzystywane są w kuchni.

Chociaż używając tymianku, czarnuszki czy czosnku do poprawiania smaku mięs i sałatek, większość z nas bardziej traktuje je jak przyprawy niż substancje lecznicze, to nieświadomie kurujemy się jak przed wiekami, poprawiając pracę wątroby i trzustki, usprawniając żołądek czy też eliminując złośliwe drobnoustroje naturalnym antybiotykiem. Powrót do ziół, nawet tych przyprawowych, owocuje powstawaniem specjalistycznych sklepów, a placówki takie, jak Karol Młynarski Zioła z Kurpi, oferują nie tylko majeranek i czarnuszkę, ale również mniej znana jasnotę, glistnik czy dymnicę. Wybierając się po doskonale znane przyprawy możemy przy okazji poznać te mniej popularne, a potem stopniowo wprowadzać je do swojej kuchni lub też sięgać po nie, kiedy dokuczają nam różne dolegliwości.

Podziel się